Plusy dodatnie i minusy ujemne oszczędzania w ramach PPK

40870643_s.jpg

Wiem, że będzie słabo, ale nic z tym nie robię

Można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że większość z nas ma pełną świadomość, że emerytura jaką otrzymamy z obowiązkowej części polskiego systemu emerytalnego, bez względu na to czy będzie to za lat kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt nie będzie, delikatnie mówiąc „zwalała z nóg”. Wręcz przeciwnie nawet zachowawcze prognozy wskazują, że będą to świadczenia zauważalnie mniejsze niż te, które obecnie otrzymują nasi rodzice czy dziadkowie. Posiadając świadomość powyższego racjonalny człowiek powinien zadbać o swoją przyszłość i w ten czy inny sposób podjąć próbę zabezpieczenia swojego bezpieczeństwa finansowego w okresie po zakończeniu aktywności zawodowej. W innym bowiem przypadku może nastąpić dosyć bolesne zderzenie z rzeczywistością niższych, a bardzo często znacząco niższych środków do dyspozycji na jesieni życia. Oczywiście wszyscy o tym wiemy i oczywiście większość z nas z tym nic nie robi. To jest nie oszczędza w jakikolwiek bądź sposób w dodatkowej formie na swoją przyszłość.

PPK rządowym lekiem na całe zło

Pomysłem rządu na wsparcie dodatkowego oszczędzania są pracownicze plany kapitałowe. Nie wchodzą w tym miejscu w ocenę rzeczywistych intencji pomysłodawców PPK, a w tym tzw. „pieczeni, które chcieliby upiec na ogniu PPK” należy odpowiedzialnie stwierdzić, że sama idea skłonienia naszych rodaków do dodatkowego oszczędzania zasługuje na pochwałę. Z tym że jak zwykle, kierunek słuszny tylko droga wyboista. Bo jak się przyjrzeć w szczegółach PPK to oprócz niewątpliwych zalet tego rozwiązania, można tam też zidentyfikować kilka łyżek (a może nawet chochli dziegciu), które powodują, że smak PPK w istotnym stopniu może się zmieniać. Warto jednak obiektywnie wskazać na kilka niewątpliwych zalet tego pomysłu, ale także na kilka obszarów które siłą rzeczy muszą budzić zastanowienie.

Niewątpliwe zalety PPK

Będąc dalekim od oficjalnego rządowego hurra optymistycznego przekazu o PPK jako krainie mlekiem i miodem płynącej niewątpliwie należy pochwalić pomysł obligatoryjnego zapisu dużej części osób zatrudnionych do PPK, bo to rzeczywiście daje realną szansę na spróbowanie spowodowania rozpoczęcia myślenia przez te osoby o dodatkowym oszczędzaniu na emeryturę. Także deklarowane realne kwotowe dopłaty ze strony środków publicznych (Funduszu Pracy) do rachunków uczestników PPK w postaci jednorazowej wpłaty powitalnej w wysokości 250 zł oraz corocznej dopłaty rocznej w kwocie 240 zł będą dla wielu osób wymierną zachętą. Po raz pierwszy w historii naszego systemu emerytalnego „Państwo coś daje”. Może nie Państwo, a Fundusz Pracy, ale rzeczywiście „daje”. I to bez ZUS i bez podatku. To akurat „w sumie się rzeczywiście się opłaca” żeby sparafrazować slogan przewodni rządowej agencji propagandowej PPK.

Obszary ryzyka PPK

Jednakże bez względu na to jak bardzo czynniki rządowe zachwalać będą PPK, i bez względu na to, ile racji w tym będą miały rogata dusza mieszkańca kraju nad Wisłą zawsze mu każe szukać dziury w całym. I w przypadku PPK taką dziurę czy dziury można znaleźć. Bez względu na to jak bardzo pomysłodawcy będą krzyczeli, że PPK to nie OFE, to tym więcej osób zacznie szukać tutaj pewnych podobieństw. Bez względu na to jak bardzo będziemy wskazywali na potrzebę rozwoju polskiego lokalnego rynku kapitałowego, to obowiązkowe inwestycje w akcje narodowych (państwowych) spółek z indeksu WIG 20, muszą stawić pod znakiem zapytania rzeczywiste intencje twórców PPK. Co więcej część rozwiązań zawartych w treści przepisów ustawy o PPK (np. chwalona swoista auto pożyczka na cele mieszkaniowe) jest raczej zabiegiem z obszaru PR niż rzeczywistą zaletą PPK). Tych zastrzeżeń, o mniejszym czy większym kalibrze jest więcej. Wszystkie one, nie zmieniając zasadniczo pozytywnej oceny samego pomysłu PPK, nie pozwalają podjeść do tej idei całkowicie bezkrytycznie. A że czynniki rządowe chcą wiedzieć tylko jedną stronę medalu. Cóż robić. Tak zawsze w polityce było, tak jest i tak będzie.

Podobne artykuły